Zapowiadał się kolejny upalny dzień nad morzem. Bezchmurne niebo przyciągało na plaże tłumy spragnionych słońca plażowiczów. Odpoczywający po porannym spacerze z psem G. układał w myślach plan na najbliższe kilka godzin. Nie miał żadnych wątpliwości co do fragmentu plaży, na którym rozłoży swój ręcznik z emblematem pewnego klubu piłkarskiego, ale wciąż nie może się zdecydować, jak chciałby spędzić ten czas. Mógłby przeczytać kolejny rozdział podręcznika z biologii, przeanalizować równanie chemiczne, przeglądnąć gazetę sportową, pograć w siatkówkę, popluskać się w wodzie, przeczytać fragment jakiejś książki, wydobyć jeszcze niezbyt dźwięczne melodie ze swojej ukochanej gitary. Zerknął na leżące obok łóżka wiaderko i już wiedział, jaka czynność pochłonie dzisiaj jego całą uwagę. Z mokrego po nocnej ulewie piasku będzie starał się stworzyć swój własny świat. To pasja, której nikt nigdy nie wykorzeni już z jego serca. Dwie łopatki, jedna niebieska do przerzucania budulca, druga czerwona pomagająca w precyzyjnym wykończeniu. Puste pudełko po papierosach do wąskich uliczek i tajemnych przejść, butelka po piwie do robienia okrągłych otworów i aparat fotograficzny, który uwieczni to, co uda mu się skonstruować. Nic więcej nie było mu potrzebne, więc spakowany ruszył w kierunku plaży z nadzieją, że wszystko ułoży się po jego myśli. Jeszcze nigdy się to nie udało, ale za każdym razem wychodziło coś, o czym mógł później opowiadać z dumą.
Budowanie z piasku to tak najprościej mówiąc użeranie się z czymś, co nie nadaje się do trwałego formowania. Syzyfowa praca? Mało powiedziane! Największa udręka, z jaką może się zmierzyć młody człowiek! Zdecydowanie! Co tam młodzieńcze miłostki, wybór szkoły, czy decyzja o zakupie nowego telefonu, bo stary się zepsuł? Ktoś, kto nigdy nie majstrował w piasku, lub schował ten fakt głęboko w pamięci, prawdopodobnie nie zrozumie tego nieopisanego uczucia, gdy po raz kolejny z niewiadomych powodów zwala się solidnie postawiony most. Jednak będzie miał również problemy z wyobrażeniem sobie tego, jak piękne emocje pojawiają się, gdy uda się wykreować coś z niczego, a w pusty fragment plaży tchnie się choć trochę życia. Radość, zadowolenie z wykonanej pracy oraz frajda, jaką dostarcza przeniesienie się do innego świata, rosną proporcjonalnie z ilością piasku, który udało się w sensowny sposób usypać. A później jest miejsce na wykonanie zdjęć, chwilę refleksji, odpoczynek obok swojej budowli i udzielanie odpowiedzi na pytania zadawane przez spacerowiczów. Piękne wspomnienia, których nikt mi nie odbierze... :)
O indiańskiej wiosce,
gdzie obmyślano plan obrony przed najeźdźcami...
O wypełnionym po brzegi stadionie piłkarskim,
O ambitnym piłkarzu, który na niewielkim boisku trenował,
aby spełnić swoje marzenia...
O mieszkańcach średniowiecznego grodu,
którzy cieszyli się pięknym dniem...
O pewnej osadzie zbudowanej na klifie,
tak długo opierającej się szkodliwej działalności fal morskich...
To wszystko zostanie w mojej pamięci... a piasek na nadmorskich plażach nigdy się nie skończy. Zabawa, która zacieśnia więzi międzyludzkie (moją pasję przekazałem już wielu dzieciakom, ale również i przypomniałem piękne lata osobom starszym), uczy współpracy, rozwija wyobraźnię...
...


Bardzo podoba mi się wstęp, ale o tym już wiedziałeś wcześniej... Dobrze jest mieć takie pasje, których nic nie wykorzeni z naszego serca i nawet jeśli po pewnym czasie mogą komuś wydawać się banalne czy głupie, to takie nie są... Dlaczego? Bo są nasze i nikt nam ich nie odbierze. :) Powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga!
OdpowiedzUsuń